Oświadczenie w sprawie książki Chwila Przed Zmierzchem

Warszawa, 16 lutego 2011

Dotarły do mnie wiadomości, że w sieci pojawiły się oskarżenia pod adresem fragmentów książki "Chwila Przed Zmierzchem". Przyjaciołom, słuchaczom, czytelnikom, współpracownikom, ludziom mi życzliwym chciałbym w paru słowach wyjaśnić zawiłość tej sytuacji.

Trudno mi dziś odnieść się do przytaczanych fragmentów, ponieważ dwudziestopięcioletni chłopak, który je pisał, nie żyje już od dawna. Zastąpił go mężczyzna w średnim wieku, starszy o blisko dwie dekady, z żoną której wówczas jeszcze nie znał, z dwójką dokazujących synów. Także dlatego systematycznie odmawiałem wznowienia tej książki, choć wielokrotnie mnie o nie proszono w wielu wydawnictwach. Od lat była już dla mnie słowami zupełnie kogoś innego.

Książka "Chwila Przed Zmierzchem" była dziennikiem mojej podróży do Afryki, pierwszej z bardzo wielu, którą wraz z przyjaciółmi przedsięwziąłem na przełomie lat 1993 / 1994. Wydana dwukrotnie w roku 1995 zakończyła swoje życie na księgarskich półkach w 1996 roku i do tamtej pory można ją kupić jedynie na aukcjach internetowych. Żałuję, bowiem gdyby była dostępna, być może ci, którzy o niej piszą, zechcieliby ją na przykład przeczytać. Nie miała pretensji reporterskich a była raczej zbiorem impresji. Dość, chwilami mocnych, bolesnych, bo takie to były czasy i taka podróż. Wielki pisarz podróżniczy Paul Theroux, który tę drogę - z Kairu do Kapsztadu - pokonał dekadę później, już w epoce Google Map, telefonów komórkowych, internetu - wciąż nazwał ją najtrudniejszą ze swoich wypraw w książce "Dark Star Safari".

Żyliśmy, jedliśmy, spaliśmy, podróżowaliśmy jak Afrykanie. Na tych sześć miesięcy staliśmy się, z konieczności, Afrykanami. Wędrowaliśmy nie, jak dziś zdarza się często także i mnie, elegancko zamiecionymi ścieżkami. To była podróż do wnętrzności kontynentu. Jak najbliżej prawdy o nim i jego mieszkańcach. Miałem dwadzieścia pięć lat. Opisałem swoje doświadczenia.

Kiedy książka wyszła, recenzowano ją, opisywano, czytano w radiowej Trójce, nikt nie obruszył się na te fragmenty, które dziś - całkowicie odarte z kontekstu - budzą takie zainteresowanie.

Jeśli ktoś z Państwa poczuł się osobiście dotknięty, oburzony, wstrząśnięty moją - najwyraźniej nazbyt obrazową opowieścią spisaną przed siedemnastu laty i od piętnastu nieobecną w księgarniach - przepraszam. W imieniu tamtego, dwudziestoparoletniego człowieka, którego prawie już dziś nie pamiętam.

Marcin Kydryński

powrót na www.kydrynski.com